( Jak ja strasznie kocham tego chłopczyka i tę stópkę wystającą
- do schrupania w całości ;) )
Ostatni tydzień obrodził w debiuty w życiu mojego synka...
Zaliczyliśmy:
- Pierwszą kolkę (drugą zresztą też).
- Pierwszy kontakt z butlą (z herbatką koperkową oczywiście).
- Pierwszą fascynację Marylin Monroe wiszącą nad naszą kanapą.
- Pierwszą niby-latte odkąd Antoś jest na świecie (w zasadzie napój mleczny z minimalną ilością kawki rozpuszczalnej, ale jaka to rozkosz dla maminego podniebienia ;)).
- Pierwszą wizytę na działce u Antosiowej Babuni (czyli mojej Mamy).
- Pierwszą kąpiel po 22 (i chyba ostatnią zważywszy na reakcję Syneczka ;p)
- Pierwszą jazdę tramwajem (i pierwszy upadek Antosiowej Mamy, czyli mnie, w tymże środku komunikacji miejskiej).
- Pierwszy pogrzeb i pierwsze spotkanie z dużą częścią mojej rodziny przy tej okazji (cmentarz na łódzkich "Dołach" to całkiem przyjemne miejsce na spacer).
- Pierwszy prezent od znajomych z gór (góralski kapelusik i koszulinka dla maciupeńkiego Juhasika).
To chyba wszystkie nasze małe debiuty. Jedne przyjemne, inne ciut mniej, a jeszcze inne (kolka) drastyczne. Ale przecież wszystko trzeba przeżyć, choćby tylko ten jeden jedyny raz :)